Aleksandra NagelComment

Historia pewnej sukienki: SABRINA

Aleksandra NagelComment

Suknia Audrey Hepburn z filmu Sabrina

 

Jeśli myślę o vintage, pierwszą osobą, która przychodzi mi do głowy jest Audrey Hepburn. Myślicie, że to banał? Nie do końca. Ta drobna jak baletnica, słodka jak francuskie makaroniki i delikatna jak piórko kobieta potrafiła rozpalić serca widzów na całym świecie. Co więcej, do dziś nie ma sobie równych, a jej styl jest wzorem do naśladowania dla kolejnych pokoleń.

 

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie pewien człowiek – Hubert de Givenchy! On był dla niej projektantem, ona dla niego muzą. Razem stworzyli jedną z najciekawszych modowych historii wszech czasów, a jednym z najciekawszych jej rozdziałów był film „Sabrina”.

Chciałabym nosić prawdziwe francuskie suknie! – powiedziała Audrey Hepburn w trakcie przygotowań do tytułowej roli w filmie „Sabrina”. Był rok 1953, a ona miała zagrać rolę Sabriny Fairchild – córki szofera, która zakochuje się do szaleństwa w synu szefa jej ojca. Wybranek jej serca – David Larrabee mieszka wraz z rodziną w ogromnej willi na Lond Island i nie stroni do kobiecego towarzystwa. Flirtuje z Sabriną, ale z pewnością nie myśli poważnie o córce szofera.  Sabrina wyjeżdża do Paryża, aby wyleczyć złamane serce. Wraca po dwóch latach zupełnie odmieniona. Z baśniowego kopciuszka zamienia się w piękną i pewną siebie kobietę. Na jej drodze pojawia się nie tylko zakochany do szaleństwa David, ale i Linus – starszy brat Davida, który do tej pory miał serce z kamienia, ale nie wie, że Sabrina potrafi rozkruszyć najtwardszą skałę…

– Paris is always good idea – mówiła filmowa Sabrina.

Jeśli więc głównym miejscem przemiany brzydkiego kaczątka w łabędzia miał stać się Paryż, Billy Wilder – reżyser „Sabriny” postanowił znaleźć swojej aktorce paryskiego projektanta. Niedługo potem Audrey Hepburn zapukała do drzwi atelier Cristobala Balenciagi, ale ten - bardzo zajęty przygotowaniami do kolekcji, oddał gwiazdę w ręce swojego przyjaciela – początkującego projektanta Huberta de Givenchy.

– Przyszła panna Hepburn – tak zaanonsowano Audrey Hepburn przed Hubertem de Givenchy.

- W drzwiach mojego atelier stanęła filigranowa, szczupła kobieta ubrana w t-shirt, cygaretki i balerinki. Na głowie miała kapelusz przypominający atrybut weneckiego gondoliera – wspominał Hubert de Givenchy, który był totalnie rozczarowany faktem, że nie chodziło o Katherine – znaną hollywoodzką gwiazdę, ale o młodą, początkującą aktorkę.

– Przepraszam, ale nie mam dla pani czasu. Proszę się rozejrzeć po atelier. Może spodoba się pani coś z poprzedniej kolekcji – skwitował projektant. Audrey Hepburn zupełnie nie przejęła się oschłością Huberta de Givenchy. Rozejrzała się po atelier.

– To jest dokładnie to czego szukam! – powiedziała, uśmiechając się do projektanta swoimi wielkimi, ciemnymi oczami.   To styl „Sabriny”. Nie trzeba nic zmieniać! – dodała. Po chwili wyszła z atelier z kilkoma kreacjami, które potem trafiły na plan filmowy.

Tak – ku niezadowoleniu Edith Head – głównej kostiumografki „Sabriny”, Audrey Hepburn została ubrana od stóp do głów w projekty Huberta de Givenchy. Były one o wiele mniej wytworne i spektakularne niż to, co Edith Head początkowo proponowała aktorce, ale właśnie tak wyobrażała sobie Sabrinę Audrey Hepburn.

 

Wśród projektów była legendarna balowa suknia, w której główna bohaterka filmu pojawia się na balu rodzinny Larrabee. Suknia składała się z gorsetu, ołówkowej spódnicy i tzw. overskirt, którą doczepiało się jako warstwę zewnętrzną. Kreacja z mocno zaznaczoną talią, rozszerzającą się ku dołowi na filigranowej Audrey Hepburn przepięknie.

Biała organdyna i kontrastujące kolorystycznie kwiatowe aplikacje robiły wrażenie nie tylko na planie filmowym. Jednym z najpiękniejszych ujęć z filmu „Sabrina” jest to, gdy główna bohaterka spaceruje samotnie po wielkim korcie tenisowym. Wewnętrzna część wierzchniej spódnicy została dodatkowo ozdobiona czarnym materiałem. Suknia Sabriny miała coś jeszcze…

– Audrey Hepburn chciała, aby suknia balowa Sabriny Fairchild odwróciła uwagę widzów od jej wystających obojczyków. To był jej wielki kompleks – wspominał po latach Hubert de Givenchy.

Tak powstał słynny „decollette Sabrina” – dekolt łódka, który do dziś bardzo często pojawia się w krojach sukni wieczorowych.

Tak zaczęła się wielka przyjaźń między Audrey Hepburn a Hubertem de Givenchy, owocująca kolejnymi filmowymi kreacjami i konkretnymi stylizacjami, które przeszły nie tylko do historii mody, ale również do historii kina.

– Jego projekty są jedynymi ubraniami, w których czuję się sobą – zwykła powtarzać Audrey Hepburn ilekroć dziennikarze pytali ją o modową przyjaźń z Hubertem de Givenchy. – To nie jest tylko wspaniały krawiec czy projektant. To kreator osobowości!

W każdej historii jest jednak szczypta goryczy. Niestety, nazwisko projektanta nie pojawiło się w napisach końcowych filmu „Sabrina”. Za główną kostiumografkę uznano Edith Head, która następnie zgarnęła Oscara właśnie za kostiumy do „Sabriny”.

 - Hubert de Givenchy jest wielkim dżentelmenem i nie chciał robić niepotrzebnego zamieszania – mówiła Audrey Hepburn po latach. Już podczas premiery „Sabriny” obiecała sobie, że nigdy więcej nie pozwoli, aby w napisach pominięto nazwisko jej wielkiego przyjaciela i artysty Huberta de Givenchy.

 

Photo: kadry z filmu Sabrina (1954), reż. Billy Wilder / Paramount Pictures

LUBISZ MOJEGO BLOGA? POLUB MNIE NA FACEBOOKU! :)