Moda na egzotyczne akcenty powraca! Wybiegi wiosennych kolekcji wirują za sprawą frędzli w każdym wydaniu. Na Instagramie coraz więcej dziewczyn, które zamiast kapelusza wybierają turbany, a do łask z odległej przeszłości powróciły peleryny, inspirowane m.in. orientalną modą Paula Poireta.

Jednak dla mnie orientalność, a jednocześnie klasa to przede wszystkim Greta Garbo i kostiumy do filmu „Mata Hari”.

Choć na co dzień szwedzka ikona stylu daleka była od trendów i zwykle wybierała klasyczne, proste kroje, w filmie „Mata Hari” zamienia się w boginię modowych inspiracji z odległych krain!

Wszystko za sprawą jednego człowieka – Gilberta Adriana – króla hollywoodzkich kostiumów! Co mistrz filmowych kreacji wybrał dla Maty Hari – słynnego szpiega i największej uwodzicielki pierwszej połowy ubiegłego stulecia? Postawił na bogactwo i zmysłowość!

Bogato zdobione, najlepszej jakości aksamity, dużo błysku i sporo – jak na tamte czasy – ekstrawagancji! Tworząc kostiumy Gilbert Adrian inspirował się twórczością wielkich mistrzów krawiectwa – Paula Poireta czy Elsy Schiaparelli, dzięki którym orientalizm w pierwszej połowie XX wieku zaczął królować na paryskich salonach. Jednak największą inspiracją była Sarah Bernhardt i jej rola cesarzowej Teodory z 1894 roku.

Przenikliwy wzrok, charakterystyczne cienkie brwi, zaciśnięte usta – silna, nieobliczalna, tajemnicza i intrygująca kobieta. Taka była filmowa Mata Hari, którą wykreowała Greta Garbo. Ten efekt spotęgowały kostiumy Adriana – czepki ozdobione klejnotami i koralikami, bogato haftowane tuniki i peleryny, mocno odsłaniające ciało suknie w stylu arabskich tancerek brzucha . Kostiumy dodawały postaci magicznego, baśniowego charakteru i potęgowały emocje. Czepki i turbany były tak charakterystyczne, a przy tym twarzowe, że niedługo po premierze filmu najwięksi ówcześni krawcy zaczęli je kopiować, tworząc jeden z najsilniejszych dodatków okresu międzywojennego.

Podobnie działo się z innymi elementami garderoby filmowej Maty Hari. Jej bogato zdobione tuniki i peleryny prosto ze srebrnego ekranu trafiły do największych modowych salonów w Paryżu i Nowym Jorku.

Jeden z najpiękniejszych i najbardziej oszałamiających kostiumów to ten, którego dolną część stanowią długie aksamitne buty. Cała suknia wykonana została ze złotych nici, a hafciarki przez trzy tygodnie doszywały do jej szkieletu tysiące złotych koralików! Na górze bogato zdobiona bluzka, ukrywająca szyję i dekolt, a jednocześnie odsłaniająca ramiona i plecy aktorki.   Na dole długa, powłóczysta spódnica z przednim rozcięciem. Dzięki niemu możemy podziwiać nogi Grety Garbo, które Gilbert Adrian „ubrał” w długie, aksamitne kozaki.

Patrząc na ten strój, mam wrażenie, że nie powstydziłyby się go gwiazdy współczesnej estrady - Beyonce, Rihanna czy Lady Gaga! Jest tak nowoczesny!

Kostium był nie tylko spektakularny, ale też kosztowny! Jego uszycie pochłonęło 2 tysiące dolarów, co jak na owe czasy, było sumą dość poważną. Ważył też sporo, bo 25 kilogramów!

Kostiumy Maty Hari – egzotyczne, bogate, często też bardzo zmysłowe, wywołały prawdziwą sensację i znacząco wpłynęła na modę lat trzydziestych. Do dziś są wielką inspiracją dla projektantów mody i kostiumografów. To kolejny dowód na to, jak ogromną siłę ma kostium. Jak filmowa kreacja wpływa na to, co oglądamy następnie na pokazach i ulicach. Dla Grety Garbo kostiumy Gilberta Adriana były wielką pomocą w stworzeniu wiarygodnej, wielowymiarowej postaci. Choć sam film nie był wybitny, dla szwedzkiej aktorki (a także jej projektanta) był trampoliną do dalszych sukcesów i międzynarodowej popularności.