Ten zapach ma już dwa lata, ale wciąż mnie zachwyca. Jest w nim ciepło, kobiecość i odrobina magii. Pod czarnym korkiem w kształcie szlachetnego kamienia czarna porzeczka, a właściwie jej liście. Zapach otwierają się cierpko, a jednocześnie słodko, bo tuż obok czai się na nas kwiatowy duet majowej róży i frezji. Jest świeżo i kobieco, lśniąco. Jednak z każdym kolejnym kwadransem owocowo-kwiatowe wonie ustępują miejsca wanilii, paczuli, ambrokasnowi i nutom drzewnym. To one wibrują w bazie zapachu i sprawiają, że perfumy nabierają miękkości, a jednocześnie głębi.

To zapach bardzo kobiecy i choć oparty na dobrze znanych nutach, intrygujący, a momentami nawet tajemniczy. W pudrowej miksturze kryje się magia, którą pokochacie szczególnie teraz, gdy za oknem zimno i nieprzyjemnie.

Idealnie sprawdzi się w duecie z kaszmirowym swetrem, wełnianym płaszczem czy dzianinową sukienką. Jeśli chodzi o tej zapach, ja zdecydowanie mówię: „SI”. Tym bardziej, że twórcą kompozycji jest znany perfumeryjny nos Christine Nagel. Cóż, nazwisko zobowiązuje ;)

LUBICIE MOJEGO BLOGA? POLUBCIE MÓJ PROFIL NA FACEBOOKU I INSTAGRAMIE!