Emily Blunt w sukni Schiaparelli na Oscarach 2018

To nie jest suknia na oscarową galę – piszą jedni. Wspaniała, romantyczna i idealnie podkreślająca urodę aktorki – piszą drudzy. Mowa o kreacji, którą na tegoroczną galę Oscarów założyła Emily Blunt. Niezależnie od tysięcy ocen, które od kilku godzin krążą po internecie, ja zdecydowanie jestem na TAK!

Emily Blunt na ten wyjątkowy wieczór wybrała suknię z wiosennej kolekcji Schiaparelli haute couture i w mojej opinii wygrała.  Pośród sztywnych, satynowych kreacji, które nie mieściły się w drzwiach hollywoodzkich limuzyn, wydekoltowanych projektów, które nie pozostawiały wiele wyobraźni oraz awangardowych rozwiązań, które miały głównie szokować i wyróżniać z tłumu, suknia Emily Blunt to perełka.

Jest w niej wdzięk, kobiecość i romantyzm, które sprawiają, że to do niej należeć będzie jedno z najpiękniejszych wejść na czerwonym dywanie Oscarów 2018, a przecież chyba o to chodzi, prawda?

W sukni zaprojektowanej przez wskrzeszony z popiołów dom mody Schiaparelli jest wszystko, co potrzebne, by wzbudzić zachwyt – misterność, genialnie cięcia, siła kontrastów i moc detali. Jest również ponadczasowość, która sprawia, że stylizacją Emily Blunt będziemy mogli zachwycać się nie przez jeden sezon, ale kilka, a może nawet kilkanaście lat.

Co prawda o sukni nie można powiedzieć, że wywołuje spektakularny efekt WOW, ale moim zdaniem nie to najważniejsze jest w modzie. A co w takim razie? – być może zapytacie. To, by kreacja, którą wybieramy, pasowała do osobowości. Odkrywała przed nami kolejną cząstkę tajemnicy, podkreślała to, co piękne, ale eksponowała coś więcej niż tylko zgrabną talię i wyrazisty biust. To wszystko odnalazłam w tej skromnej, aczkolwiek bajecznej sukni, o której może zamarzyć niejedna przyszła panna młoda. Co powiecie na delikatny błękit na ślubnym kobiercu?