Podaruj mi trochę słońca...

Podaruj mi trochę słońca – śpiewała Ewa Bem.- Na te deszczowe dni. Na ten mokry czas. Zachowajmy słońca garść…

Piosenka stara jak świat, ale wciąż potrafi zdziałać cuda. Wyleczyć z listopadowej chandry, dodać energii w poniedziałkowy poranek, odczarować złą pogodę.

Stąd mój pomysł na listopadową stylizację z kroplą słońca w postaci trapezowej spódnicy vintage. Znalazłam ją w jednym z podlaskich ciucholandów i od razu wiedziałam, że będzie moja!

Ma wibrujący kolor, fajny krój (trapez składa się z kilku pasów zszytego materiału) i idealnie na mnie pasuje. Jakby uszyta została na miarę! Żeby nie było zbyt żółto (yellow total look pozostawię sobie na okres Wielkiej nocy ;)), połączyłam ją z moherowym sweterkiem w kolorze podlaskich mgieł.

Zrobiło się zbyt romantycznie? Jest na to rozwiązanie! Szczypta popartu – intensywny błękit na powiekach. Taki mój przepis na listopadową szarugę…