Posezonowe Władysławowo

Z czym kojarzy wam się Władysławowo? Z tłumem turystów, kolejką do gofra z bitą śmietaną, a może z opalenizną na raczka? Mi kojarzy się z ciszą, pustką, zachodem słońca. Przyjedźcie tu po sezonie, a przekonacie się, że mam rację.

To miejsce w ciągu zaledwie kilku dni z nadmorskiej stolicy kiczu i tandety zamienia się w opustoszałe miasto z retro westernów. Takie Władysławowo poznałam i takie chcę mieć w pamięci. Właśnie teraz warto przyjechać tu choćby na chwilę. Zaczerpnąć ostrego morskiego powietrza i posłuchać bałtyckich fal tańczących z falochronem.

Tak było tego jesiennego wieczoru. Na zdjęciach znów niebiesko, bo zachód słońca malował krajobraz błękitem, a ja w kobaltowej sukience. Letnie, wciąż jeszcze ciepłe, powietrze spotykało się z zimnym jesiennym wieczorem. Stąd kontrastowe połączenie koralikowych sandałków i zielonego sweterka. Mały akcent etno w postaci bransoletki i dwie krople różu, jak ostatnie promienie słońca na horyzoncie.

Sukienka - Reserved

Sandałki - H&M

Apaszka, bransoletka i pasek - vintage

Sweter - vintage