Kaszebskie multi-kulti

„Jak z Cepelii” – w dzisiejszych czasach to określenie nie jest zbyt pozytywne, ale ja postanowiłam się tym wcale nie przejmować. Zabieram was w podróż nad morze, do niewielkiego skansenu w Nadolu, gdzie świat się zatrzymał.

Kaszubskie gospodarstwo sprzed pół, a nawet wieku – tak w skrócie opisać można miejsce, w którym się znalazłam (a może raczej miejsce, do którego się przeniosłam?). Jest tu malowniczy ogródek, w pełni wyposażona chata rybaka, stary rower i mała pompa na wodę. Są też ule, króliki (żywe!) karmione ekologicznymi marchewkami z warzywnika i stare, powykręcane jabłonie.

Na kaflowej kuchni wciąż stoją emaliowane czajniczki, a na stole czeka maszynka do mięsa - zawsze w gotowości do zmielenia kolejnej porcji mięsa na pulpeciki do kaszubskiej zupy rybnej. Na drewnianej podłodze leżą szmaciane chodniczki, ręcznie tkane ze skrawków starych ubrań.

W tej kaszubskiej czasoprzestrzeni ja i moja zwariowana szafa, a na jej tle strach na wróble. Moim zdaniem idealnie komponuje się z tą stylizacją ;)

Znajdziecie tu chyba wszystko! Kraciasta marynarka, groszkowa spódnica i bluzka w kwiatki. Na głowie kapelusz, na nogach lakierki, a kropką nad i są cepeliowe czerwone koraliki – ot, i cały pomysł na „cepeliową stylizację”. Wspomnienie pogodnej jesieni u progu zimy :)