Dachy Mediolanu

Jeszcze jedno wspomnienie z Mediolanu. Tym razem skrawki mojej szafy na dachach katedry Duomo St. Maria Nascente. Kiedy byłam w tym mieście po raz pierwszy, obiecałam sobie, że następnym razem wejdę na mediolański dach. Nie mogłam za drugim razem, ale – jak to w życiu bywa – do trzech razy sztuka. Będąc w Mediolanie po raz trzeci na zaproszenie Philipiak Milano,  nie mogłam nie skorzystać z okazji. Co prawda nie weszłam, ale wjechałam windą, natomiast widok – zarówno dla tych ambitnych, jak i tych bardziej wygodnickich - podobny.

Przeżycia nieziemskie, w końcu katedra ma ponad 100 metrów wysokości! Zachwyca nie tylko panorama miasta, ale też bliskość sztuki, którą można dostrzec tylko tutaj. To niesamowite, że większość tych gargulców, rzeźb i sterczyn nie widać z dołu, gołym okiem. Wydają się być stworzone na chwałę Boga, a jeśli tak tylko dla Niego muszą być widoczne. Podobnie jest z dymem kadzidła, które unosi się górę.

Mogliśmy je poczuć z zupełnie innej perspektywy, bo podczas drogi po wąskich chodnikach na sam dach katedry, mijaliśmy uchylone witraże. To z nich właśnie wydobywał się tak charakterystyczny zapach Mszy Świętej.

W tych wszystkich zachwytach kawałek mojej szafy. Niebieska koszula, flamingowe szorty i srebrne sandałki Marc by Marc Jacobs. Turystycznie, codziennie, zwyczajnie. Nie wypada inaczej.

Niebieska koszula – vintage

Szorty i pasek – H&M

Sandałki – Marc by Marc Jacobs

LUBICIE MOJEGO BLOGA? POLUBCIE MÓJ PROFIL NA FACEBOOKU I INSTAGRAMIE! ZAPRASZAM!