Zimowy Lublin cały w szarościach

Nie mam ostatnio szczęścia do pogody, ale do ciekawych miejsc – owszem. Jednym z nich jest Lublin – tak szarobury, że aż piękny, tak smutny, że aż nostalgiczny, tak kontrastowy, że intrygujący. Zamierzamy wrócić tu latem, gdy lubelskie kamienice i zaułki pachnieć będą soczystą zielenią drzew i ciepłym popołudniowym słońcem. Teraz możemy tylko potęsknić…

Jednak nawet przy tak niesprzyjających warunkach atmosferycznych można odkryć w Lublinie coś pięknego, niezapomnianego i nieoczywistego – zapach miętowej herbaty w żydowskiej knajpie, mozaikę kolorowych kamienic czy uśmiech pana kwiaciarza, który załapał się na małą zimową sesję.

Moja szafa tym razem bardzo nietypowa, bo bez kolorów – tylko szarość i czerń – a w rolach głównych przepiękna obsiana gwiazdkami sukienka Laurelle i jodełkowa marynarka vintage. To mały modowy eksperyment. Czy się udał? Oceńcie sami!

Sukienka – Laurelle

Marynarka – vintage

Rękawiczki – TK Maxx

Buty – vintage

Opaska - H&M