Black and white w lizbońskim Belem

Co łączy budyniowe ciastko, stare klasztorne mury i wykaflowane uliczki z domami na sprzedaż? To Belem - dzielnica Lizbony, która zmusza do refleksji, intryguje różnorodnością i sprawia, że odzywa się w nas dusza odkrywcy, żeglarza, podróżnika.

 

To tutaj można zjeść jedno z najpyszniejszych i jedynych w swoim rodzaju Pasteis de Belem. Stąd dokładnie ponad pięćset lat temu wyruszał Vasco da Gama, by odkryć nową drogę do Indii. Tutaj wreszcie stoi jeden z najpiękniejszych zabytków architektury, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Klasztor zakonników Św. Hieronima powstawał od początku XVI wieku przez około 150 lat. Budowę rozpoczął Manuel I w podzięce za szczęśliwą i owocną wyprawę Vasco da Gamy. Choć minęły wieki, klasztor wciąż zachwyca majestatycznością, misternością i rozwiązaniami, które zawstydziłyby niejednego współczesnego architekta.

Zimne mury kontrastują z ciepłem lizbońskiego słońca, tworząc koronkę światłocieni. Poezja zdobień i sklepień hipnotyzuje każdego, kto tam wejdzie. Ogromne przestrzenie ozdobione niezliczoną ilością płaskorzeźb i ornamentów zapierają dech w piersiach. Nawet jeśli wchodzisz tam z setką innych turystów, panuje stosunkowa cisza, zamyślenie, zadziwienie.

To miejsce to wehikuł czasu, balsam na skołataną duszę, najlepszy relaks, jaki możecie sobie zafundować w środku wielkiego, gwarnego, buzującego miasta. Gdy raz tam dotrzecie, nic już nie będzie takie samo. To miejsce zmienia perspektywę.

Podobno to właśnie tu, w klasztorze, narodziła się historia deseru Pasteis de Belem, który po zdelegalizowaniu zakonów w Portugalii przeniosły się kilka ulic dalej. Właśnie tam udaliśmy się po wizycie w klasztorze Hieronimitów.

Ciastkarnię dostrzeżecie z daleka. Od rana do wieczora przed wejściem do cukierni stoi bowiem długa kolejka smakoszy chcących skosztować legendarnych budyniowych pyszności. Po półgodzinnych poszukiwaniach nam udało się nawet znaleźć wolny stolik, przy którym zjedliśmy Pasteis de Belem, rozkoszując się każdym kęsem.

Niesamowita mieszanka słodyczy, maślanej tłustośc i chrupkości nasyciła nas i zachęciła do pójścia dalej – w nieznane rejony Belem. Bez mapy, planu i przewodnika. Nie zajrzeliśmy może do prezydenckiego pałacu, nie odkryliśmy piękna ogrodów Belem i nie zobaczyliśmy, jak o zachodzie słońca wygląda słynna wieża. W zamian za to pospacerowaliśmy po Belem, które być może pamięta czasy Fernanda Pessoi. Jego duch mam wrażenie krąży gdzieś nad lizbońską dzielnicą, przyciągając wszystkich romantyków, poetów, melancholików…

Przyciągnął też mnie i moją szafę. Tym razem bardzo vintage, black and white, trochę hiszpańską, trochę retro. Czarna bluzka z białym, falbankowym kołnierzem ma w sobie sporo z przeszłości. Podobnie jak spódnica uszyta z ozdobnego żakardowego materiału. Do tego żakardowa torebka, kapelusz i okulary, które towarzyszyły mi w podróży po Lizbonie. Na deser nietypowe buty vintage, które moim zdaniem świetnie odnalazły się w tej stylizacji.

Zobaczcie naszą małą wyprawę do Belem!

Spódnica i bluzka – vintage

Buty – Gabor

Kapelusz – H&M

Torebka – Mango

Okulary – Sirene

Kolczyki – vintage