Hity stycznia 2018
hity stycznia 2018 moda uroda lifestyle

Nowy rok i nowy początek oraz masa nowych postanowień, które nie zawsze możliwe są do spełnienia – tak wygląda styczeń u większości z nas. U mnie to moment oczekiwania na nowego członka rodziny, ale też nowych planów, marzeń i celów związanych z prowadzeniem bloga czy Instagrama. Do tej pory wiele pomysłów istniało tylko w mojej głowie. Teraz choćby część chciałabym wprowadzić w życie.

Oto pierwszy na moim blogu przegląd styczniowych hitów, które oczarowały mnie, zachwyciły i które polecam z ręką na sercu. Choć bliska mi jest moda dla dzieci, tym razem nie będzie nic dziecięcego. Sporo za to urodowych inspiracji. Jest też coś do czytania i do smakowania. Zaczynamy!

DELPOZO PRE FALL 2018

O najnowszej kolekcji hiszpańskiego domu mody Delpozo pisałam już jakiś czas temu. Tej niezwykle intensywnej, artystycznej i hipnotyzującej mody nie mogło zabraknąć także w moim podsumowaniu stycznia. Wciąż nie mogę zapomnieć o niesamowitych połączeniach kolorystycznych i zdjęciach, które spokojnie mogłyby zawisnąć w niejednej galerii sztuki współczesnej.

 

MOROCCANOIL – OLEJEK DO WŁOSÓW

Najciekawszy kolor, który utkwił w mojej pamięci z kolekcji Delpozo? To z pewnością dawno niewidziany turkus. Odnalazłam go w designie opakowań marki Moroccanoil, którą znam już od jakiegoś czasu, ale wciąż odkrywam na nowo. W styczniu powróciłam do kultowego już olejku do włosów, który sprawił, że moje kosmyki odzyskały wigor i zdecydowanie lepiej się układają. Kocham jego zapach, konsystencję, to, że się nie klei i nie obciążą zbytnio włosów, a one "piją" go z przyjemnością!

Cenię go nie tylko za to, że świetnie wpływa na stan włosów, ale też za wspomniany design i zapach, który sprawia, że przenoszę się tam, gdzie zawsze świeci słońce!

SANTAVERDE – ELIXIR + TONIK ALEOSOWY

Skoro mowa o słonecznych wakacjach, wśród kosmetyków, które sprawiają, że przenoszę się w czasie i przestrzeni są także produkty Santaverde. To coś więcej niż tylko pielęgnacja i wiem o tym nie tylko dlatego, że znam ich kosmetyki, ale też dlatego, że swego czasu mogłam na własne oczy zobaczyć, jak powstają "kosmetyczne cuda".

Aloesowa podróż do hiszpańskiej krainy Santaverde wiąże się niemal z początkiem mojego Instagrama, a jeśli tam kiedyś dotarliście, z pewnością widzieliście zdjęcia ogromnych aloesowych liści czekających na wielką kosmetyczną metamorfozę. To właśnie tam, na słonecznych zboczach otoczonych troską i miłością pracowników Santaverde powstają kosmetyki, które pokocha wasza skóra. Ja w szczególności polecam wspomniany tonik, który służy mi jako mgiełka. Nawilża, relaksuje, chłodzi, koi – nie sposób wymienić wszystkich jej właściwości!

santaverde

Uwielbiam też złoty eliksir Santaverde, który stosuję na najbardziej wymagające miejsca na skórze, ale też na włosy.

DAVINES – SZAMPON OCZYSZCZAJĄCY

Jeszcze jedno kosmetyczne odkrycie, które pokochały moje włosy, a właściwie skóra na głowie. To szampon oczyszczający z kolekcji Davines, który zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Piękna, "apteczna" buteleczka kryje w sobie bardzo ładnie pachnący kosmetyk, który doskonale się pieni (choć ma bardzo naturalny skład) i potrafi zdziałać cuda. Pokochałam go za to, że niczym fale podczas sztormu jego składniki oczyszczają moją bujną czuprynę ze wszelkich zanieczyszczeń. Uwielbiam jego design i zapach. Kosmetyk do zadań specjalnych, który stosuję raz na jakiś czas, a potem czuję tylko wielką, wspaniałą świeżość!

HERBATA RICHMONT – MANGO MAUI

Zapach jak letni poranek i smak niczym tropikalne wakacje – tak w skrócie opisać można doznania, które towarzyszyły mi, gdy po raz pierwszy piłam herbatę Richmont o smaku mango.

- Raj na ziemi. Hawaje. Palmy. Biały piasek. Nieskończony horyzont oceanu. Pełny relaks. Mango. Ananas. Wspaniały tropikalny smak. Cudownie owocowy aromat. Orzeźwia z każdym łykiem. Chwila wakacji pośród palm – tak natomiast opisują herbatę z charakterystycznym słoniem w logo na jednej ze stron internetowych. Trudno się z nimi nie zgodzić.

W środku pachnącej saszetki znajdziecie prawdziwe rarytasy dla smakoszy – ananas, papaję, truskawki oraz aromat pomarańczy i mango.

W styczniu taka mieszanka to prawdziwa przyjemność, której trudno się oprzeć!

richmont mango

MIYA – MANGO I SHEA

Coś lekkiego i orzeźwiającego o poranku oraz coś bogatego i treściwego wieczorem – to przepis na piękną, nawilżoną i zdrową skórę, który odkryłam dzięki polskiej marce MIYA. W ofercie znajdziecie m.in. cztery kolorowe kremy, na których z pewnością się nie zawiedziecie. Moje styczniowe wybory to lekki krem mango na dzień oraz bogaty krem odżywczy z masłem shea na noc. Mają wspaniały, naturalny skład, idealną konsystencję i zapach, który zawróci wam w głowie, a do tego wszystkiego prezentują się świetnie w kosmetyczce, bo wnoszą do niej odrobinę koloru i zabawy.

miya krem

MARIE ZELIE – SUKIENKA "PANI WIOSNA"

Czy tylko ja już w styczniu zaczynam tęsknić  za wiosną? Na zimowych wyprzedażach zaczynam rozglądać się za kwiatowymi wzorami, z wypiekami na twarzy przeglądam gorące wiosenne trendy i planuję kolejne wiosenne sesje. Tak oto buszując po Instagramie, natknęłam się na markę Marie Zelie, która tworzy prawdziwe modowe perełki dla miłośniczek ultra kobiecości, kwiatów i wiosennych akcentów.

Choć obecnie sporej wielkości brzuszek nie pozwala mi się wbić w sukienkę z mocno podkreśloną talią, w mojej szafie czeka już na mnie "pani wiosna" – beżowa koktajlowa sukienka w groszki i kolorowe kwiaty. Jest dla mnie jak nadzieja, wyzwanie, zwiastun przyszłości. Pokochałam ją od pierwszego wejrzenia i już nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie zaprezentuję ją w którejś z wiosennych sesji na moim blogu. Tymczasem zachęcam was do przejrzenia sukienek, które ma w ofercie Marie Zelie i wybrania tej, która najbardziej pasować będzie do waszej szafy!

marie zalie sukienka

PUPA MILANO + REVLON – STYCZNIOWE CUDA DO MAKIJAŻU

Lubicie eksperymentować z kosmetykami do makijażu? Ja uwielbiam! Z kosmetycznych nowości wybrałam dla was kilka świetnych propozycji, które warto wypróbować na własnej skórze. W ofercie PUPA Milano pojawiła się słodka, różowo-liliowa kolekcja Material Luxury, która wprowadzi do waszego makijażu sporą dawkę modnego Millenial Pink oraz blasku. Mój numer jeden to fioletowo-różowy cień do powiek, który świetnie pasuje do wszystkich zielonych odcieni tęczówki. Ma lekko kremową konsystencję, dzięki czemu świetnie rozprowadza się na powiece, intensywny pigment oraz moc brokatowych drobinek, dzięki którym oko nabiera wyjątkowego blasku. Świetnie sprawdzi się pojedynczo, ale też możecie zastosować go w duecie z różowym błyszczykiem, który nawilża usta, nadaje im wyjątkowy połysk i bardzo naturalny kolor.

Po wizycie w luksusowych królestwie rożu coś dla fanek klasycznego makijażu. Moje styczniowe odkrycia to tusz do rzęs Revlon Mega Multiplier oraz matowy lakier do ust Ultra HD Matte Lipcolor.

Tę maskarę poleca sobie wiele dziewczyn w internecie i ja nie będę tu wyjątkiem. Jest po prostu świetna! Wystarczy jeden gest, by rzęsy nabrały "mega" efektu. Dłuższe i grubsze stają się w mgnieniu oka! Efekt WOW spotęguję dodatkowo pomadka, która wcale nie jest taka matowa, jak wynikałoby z jej nazwy. Wystarczy jedno pociągnięcie aplikatorem, by usta pokryła przyjemna, nawilżająca i zmiękczająca skórę warstwa intensywnego koloru. Totalny zachwyt!

IOSSI – MASŁO DO CIAŁA SPICE OF INDIA + KREM AKSAMITNA RÓŻA

Miłośniczki naturalnych kosmetyków o wspaniałych zapachach z pewnością znają już polską markę Iossi. Moje styczniowe odkrycie to intensywnie pachnące orientem masło do ciała Spice of India, które przenosi mnie w dalekie podróże, jest wszechstronnie uzdolnione (stosować je można nawet na spierzchnięte usta), a do tego wszystkiego jest wyjątkowo wydajne.

iossi spice of india

Na moją półkę kosmetycznych bestsellerów trafił także regeneracyjny krem Aksamitna Róża, który sprawdzi się nie tylko przy skórze dojrzałej, ale też przy tej, która wymaga szczególnej troski. Ja stosuję go na wszystkie miejsca, które cierpią z powodu zimy – mrozu, suchego powietrza w pomieszczeniach i braku słońca. To nie tylko krem, ale też aromaterapeutyczny rytuał. Jeśli lubicie zapach róży połączony z domieszką intensywnego olejku geraniowego, z pewnością go pokochacie!

iossi krem róża

ROSILI – OLEJEK NA ROZSTĘPY

To druga ciąża, a ja znów borykam się z rozstępami. Mam do nich skłonność i już. Czy coś może mi pomóc? Myślałam, że to mało prawdopodobne, ale okazuje się, że są takie kosmetyki, które potrafią coś na to poradzić. To silikonowy olejek na rozstępy marki Rosili. Towarzyszy mi od kilku dobrych tygodni i mocno wspiera moją skórę w walce z rozstępami. Nie ma koloru, zapachu, jest właściwie niewidoczny i momentalnie wchłania się w skórę, pozostawiając ją elastyczną, ale nie lepką czy "mokrą". Jest bardzo dyskretny, ale swoje robi i mam wrażenie, że dzięki niemu nie jest aż tak źle, jak było w pierwszej ciąży.

rosili olejek na rozstępy

"APETYCZNA KSIĄŻKA"

Na deser coś do poczytania i do smakowania, czyli "Apetyczna książka" doświadczonych mam i ekspertek w dziedzinie żywienia – Darii Rybickiej i Katarzyny Bonczek. To książka pełna prostych, zdrowych przepisów dla całej rodziny, które są dowodem na to, że zdrowo może oznaczać także smacznie. Ja znalazłam w niej wiele porad i inspiracji, które już zaczęłam wprowadzać do mojej domowej kuchni. Zaczęłam od owsianki, którą zawsze lubiłam, ale teraz kocham jeszcze bardziej!

apetyczna książka

Po więcej zachwytów i inspiracji zapraszam na mojego Instagrama. A Wy, co odkryliście ciekawego w ostatnim miesiącu?