Malowana chusta w malowanym ogrodzie Fronteira

Lizbona to miejsce pełne magicznych miejsc, dających wytchnienie ciału i zmysłom, działający jak balsam na współczesną, zaganianą duszę. Jednak moim zdaniem jednym z najciekawszych i najmniej znanych jest Pałac Fronteira. Miejsce dalekie od turystycznego zgiełku, szczególnie poza sezonem. Dostępne tylko w określonych godzinach i określonych dniach, wyciszone, nieoczywiste, dające się poznać tylko tym najbardziej wytrwałym.

pałac fronteira lizbona

Historia miejsca sięga XVII wieku, kiedy to hrabia Torre za zasługi wojenne otrzymał od króla Portugalii tytuł markiza Fronteira. Po powrocie z wojny zbudował pawilon myśliwski, który z czasem przerobiony został na letnią rezydencję rodu.

Ponieważ podczas słynnego trzęsienia ziemi w 1733 roku właściwa rezydencja familii została zniszczona, cała rodzina przeniosła się do letniego pałacu. Tak oto zaczął się okres świetności pałacu Fronteira w dzielnicy Sao Domingos de Benfico w Lizbonie. Co ciekawe, to miejsce nie jest tylko i wyłącznie zabytkiem, znakiem dawnych czasów. Potomkowie rodu założycieli żyją tutaj do dziś. Stąd tylko część pałacu dostępna jest dla zwiedzających, a godziny odwiedzin są szczegółowo określone. Warto jednak dodać, że obecny markiz Don Jose Maria Pinto Basto Mascarenhas i jego rodzina nie mieszkają w zabytkowej części pałacu. Zatem wszystko, co najpiękniejsze udostępnione zostało turystom.

palace fronteira lisbon

Nieziemskie połączenie kobaltowego błękitu i soczystej zieleni – to pierwsze, co przychodzi na myśl, gdy przekraczasz próg pałacowego ogrodu. Śmiem twierdzić, że to miejsce z jednymi z najpiękniejszych azulejos w Portugalii i to one w dużej mierze odpowiadają za to kolorystyczne zestawienie.

lisbon palace azulejos

Azulejos opowiadają swoją malowniczą historię, ale nie tylko one snują tu swoją opowieść. Szemrzące nieśmiało fontanny, pomniki oblepione złotym mchem, ściany inkrustowane muszelkami, kamyczkami i kawałkami szkła, cienie magnolii, oliwek i granatów "puszczające zajączki" na błękitne mury, zielone labirynty, egzotyczne rośliny i wreszcie mały staw z mnóstwem ciekawskich rybek i królami ogrodu – czarnymi łabędziami. To wszystko sprawia, że pałacowy ogród Fronteira to bajka, inny wymiar, scenografia filmowej baśni.

Warto tam zajrzeć, by odpocząć od zgiełku wielkomiejskiej Lizbony, nasycić oczy nieziemskim błękitem, ukoić zmysły szeptem wody, drzew i ogrodowych zwierząt, poczuć magię dawnych czasów, poczuć się jak markiza…

palace fronteira lisbon travel girl

Co prawda moja stylizacja niewiele ma wspólnego z garderobą markizy sprzed wieków, ale jest coś, co idealnie wpisało się w klimat pałacowego ogrodu.

To bogato malowana jedwabna chusta z kolekcji Allora, która doskonale odnalazła się wśród ozdobnych azulejos. Zestawiłam ją z "bezpieczną" bielą – moherowym sweterkiem i zwiewną spódnicą oraz podbiłam jej intensywność dodatkami – żakardową torebką i mokasynami oraz kapeluszem w stylu boho. Co powiecie na taką stylizację?

lisbon palace travel girl

Zajrzyjcie razem ze mną do ogrodu Pałacu Fronteira i poznajcie nieodkryte i nieoczywiste miejsce na lizbońskim szlaku.

Sweter – Marks & Spencer

Spódnica – vintage

Mokasyny i torebka – Mango

Pasek – vintage

Kapelusz – Parfois

Chusta – Allora

Zegarek – DKNY

Zobacz też: WILLIAM MORRIS W LIZBONIE