Spacer po wiosennej Nibylandii

 

Wreszcie przyszła wiosna! Kwiecień, jak to kwiecień, ma jeszcze swoje „zimowe humory i humorki”, ale ogólnie to już pewne, że wiosna jest i będzie jej wokół coraz więcej!

Postanowiłam wykorzystać ten moment, gdy ziemia delektuje się pierwszymi kąpielami słonecznymi. Drzewa nieśmiało wypuszczają pierwsze seledynowe pędy, a świat pokrywa się kolorami tak intensywnymi jak markery – zakreślacze.

Miejscem akcji jest niewielki brzozowy zagajnik, który możecie kojarzyć z sesji z oliwkowym płaszczem w roli głównej. Teraz ta intensywna zieleń z płaszcza przeniosła się na pierwsze wiosenne liście!

Właśnie w tym romantycznym świecie brzóz, popołudniowego słońca i poezji bieluśkich zawilców moja szafa. Na bluzce zygzaki, a na spodniach paski. To moja mała zabawa w czarno-białe printy.

 

 

 

 

 

Do tego wełniana marynarka. Pamiętacie pierwszą stylizację nad mazurskim jeziorem? To ta sama! Świetnie sprawdza się właśnie wczesną wiosną! Jest też wzorzysta bandamka na włosach, niewielka torebka z brązerem w środku oraz białe trampki, które zaprzyjaźniły się z zawilcami.

W ostatniej chwili do tego zestawu dodałam czerwoną szminkę i koralikowy naszyjnik etno. Tęczowe koraliki „spotkały się” na moment ze światełkiem, które tańczyło po całym zagajniku i koniecznie chciało pojawić się na zdjęciach. A może to był Dzwoneczek z jakiejś Nibylandii...

Seledynowe liście, tańczący świetlik z innego świata i rodząca się do życia przyroda. Było naprawdę magicznie! I sama już nie wiem, czy główną bohaterką tej modowej opowieści była moja stylizacja czy to, co tego dnia miała na sobie Pani Wiosna...