Słodko-gorzka Florencja

Florencja to miasto pełne turystów, łatwo się zgubić, a trudno znaleźć w sobie dystans. Są tu mocno wydeptane turystyczne szlaki, na których po prostu musisz się pojawić i na którym bywa bardzo męcząco. To nie te miejsca zrobiły na nas największe wrażenie, gdy odwiedzaliśmy Florencję tej wiosny.

Wystarczy bowiem zboczyć z toru, zajrzeć do którejś z bocznych uliczek, by napełnić oczy i zmysły tym, co najbardziej florenckie, bajkowe i niepowtarzalne. Tu wiekowe bogactwo miesza się z niezwykłym ciepłem i tym wszystkim, co Włosi nazywają „dolce vita”.

Mimo zgiełku setek skuterów i wielojęzycznej masy ludzi, chcących skraść choćby kawałek florenckiej magii, można pokochać to miejsce miłością prostą i dziecięcą.

Właśnie taka jest dla mnie Florencja – to renesansowe putto ze sklepień kościołów – ociekające bogactwem, ale jednocześnie słodkie i anielskie. Najbardziej niezwykłe miejsce to stara zabytkowa karuzela na Piazza della Repubblica. Jeśli planujecie odwiedzić Florencję, zajrzyjcie tam koniecznie!

Wśród tej niezwykłej mieszanki bogactwa i anielskości MOJA SZAFA. Nieco prostsza niż zwykle, inspirowana jedną ze stylizacji Jessiki Alby. W roli głównej pudrowa spódnica kupiona wiele lat temu w jednym z nieistniejących już polskich sklepów. Do tego czarna dzianinowa bluzka i sandałki na platformie. Wyszło więc po florencku - słodko-gorzko i wykwitnie. Zobaczcie zdjęcia!

Spódnica – GaPo

Bluzka i torebka – vintage

Sandałki – Stradivarius

Okulary – Dior