Pani kratka i pan słomkowy na dwie chwile

Pani kratka i pan słomkowy na dwie chwile

Polskie lato potrafi zaskakiwać. Bywa kapryśne, smutne, wilgotne i deszczowe, ale też ma chwile, gdy każdy z nas mówi: „tak mogłoby być zawsze”. Właśnie teraz o jednej z takich letnich chwil nad polskim morzem. Chwili, która właściwie zrodziła się z dwóch chwil. Pierwsza to słoneczne popołudnie w Łebie z secesyjnym hotelem Neptun w tle, pamiętającym czasy Hanki Ordonówny i Eugeniusza Bodo. Druga to zachód słońca na Dębkach, zaskakujący, piękny, pastelowy. Na pierwszym planie kraciasta sukienka vintage, znaleziona w jednym z milanowskich ciucholandów dawno temu. Zmieniłam w niej guziki, nieco zmodyfikowałam i wyszła taka – bardzo retro, wakacyjna, nadmorska. Świetnie w jej towarzystwie czuł się słomkowy kapelusz, okulary i białe espadryle, a o zachodzie słońca neonowy sweter, który możecie kojarzyć z podróży do Żyrardowa.

Oba te momenty łączy coś jeszcze. Niezwykłe światło, które potrafi przenosić w czasie i przestrzeni. Mnie tamtego popołudnia w Neptunie przeniosło do malowniczego Portofino. To samo ciepło, te same kolory, ten sam wiatr znad morza…

O zachodzie słońca z włoskiego Portofino przeniosłam się na gorące plaże Copacabana. Wystarczyło… zgasić nieco światło i zmrużyć oczy. Polskie lato potrafi zaskoczyć, a gdy już to zrobi, chcemy, by trwało wiecznie!

Zobaczcie też: MOJA SZAFA I TCZEW JAK HAWANA