"Mały Książę", czyli jak rozkleić się w kinie

„Mały książę” to jedna z tych książek, która jest cytowana od dziesięcioleci, interpretowana przez tysiące osób i na tysiące sposobów.

A więc czy można wyłowić z niej coś więcej niż wyłowiono do tej pory? Okazuje się, że TAK! Animacja „Mały książę” to moje ostatnie odkrycie i polecam ją każdemu, kto potrzebuje wytchnienia, nabrania dystansu do siebie i świata, powrotu do czasów własnego dzieciństwa.

Tytuł sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z historią z Małym Księciem w roli głównej. Jest jednak inaczej. Główną bohaterką jest dziewczynka, której życie- to teraźniejsze, jak i przyszłe – zaplanowane jest co do minuty przez skrupulatną, zaborczą i zaślepioną mamę. Dziewczynkę poznajemy w momencie, gdy zdaje egzamin do prestiżowej szkoły. Wydawać by się mogło, że zachwyci komisję. Jest w końcu doskonale przygotowana, ma najlepsze stopnie i zna odpowiedzi na każde, nawet najtrudniejsze pytanie. Niestety, na egzaminach zamiast wyuczonego pytania: „Dlaczego powinniśmy przyjąć cię do tej szkoły?”,  pada inne, jakże ważne: „Kim chcesz być, gdy dorośniesz?”.

I właśnie o tym jest ta opowieść. Mała dziewczynka, jak pragnie tego jej mama, ma jedno zadanie: jak najszybciej dorosnąć. Skrupulatnie przygotowany plan powiódłby się w stu procentach, gdyby nie pewne spotkanie.

mały książę film 2015

Mama i dziewczynka kupują dom, obok którego mieszka ekscentryczny staruszek. Mieszkańcy osiedla uważają go za kompletnego dziwaka, który wiecznie reperuje stary samolot, zbiera niepotrzebne graty, jeździ rozklekotanym samochodem bez prawa jazdy, a wieczorami gapi się w niebo. Okazuje się jednak, że staruszek wcale nie jest zwykłym szaleńcem.

- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu – czytamy w oryginalne Antoine’a de Saint-Exupery’ego. Tylko dziewczynce udaje się poznać tajemnicę uroczego staruszka, który przed laty spotkał na pustyni Małego Księcia. Dzięki historii o Małym Księciu dziewczynka i staruszek poznają się, oswajają siebie nawzajem, dzięki niemu poznają największą tajemnicę życia.

Choć wydawać by się mogło, że „Mały książę” to jedna z wielu animacji komputerowych, które możemy oglądać w kinach, jest w niej coś naprawdę wyjątkowego.

Zamiast śmiechu do łez, uśmiech rozgrzewający jak ciepła francuska bagietka. Zamiast szybkich zwrotów akcji wrażliwość na detal i piękno. Zamiast przekrzyczanych dialogów, wyważone słowa i gesty. To film naprawdę wyjątkowy, bo potrafi przemawiać do serca  – tego małego i tego dużego.

mały książę film 2015

„Mały książę” to pierwszy film, który nasza Tosia oglądała na dużym ekranie. Faktem jest, że animacja jest dość długa jak na czterolatkę i pod koniec córka już trochę się nudziła, ale mimo to do dziś wspomina poszczególne sceny, rozgryza historię. Ja również, bo film zostaje w pamięci. Podobnie jak przepiękne, naprawdę niesamowite, bibułkowe animacje, które pojawiają się w filmie wówczas, gdy bohaterowie przenoszą się do literackiej historii Małego Księcia. Ogromne brawa również za dobór muzyki – delikatnej, nowoczesnej, lekkiej jak powiem wiatru i bardzo, bardzo francuskiej.

Czy dziewczynce uda się poznać Małego Księcia osobiście? Czy zrozumie czym jest życie i skomplikowany świat dorosłych – królów, próżnych i biznesmenów? Czy uda jej się ocalić w sobie dziecko? Na te i wiele innych pytań poznacie odpowiedź, oglądając film „Mały Książę”. Co wrażliwszym mamom (ja do nich należę) polecam zabrać ze sobą chusteczki ;)