Maja Popielarska pisze dla dzieci i zaprasza do ogrodu
maja popielarska maja w ogrodzie książka dla dzieci

Pamiętajcie o ogrodach – śpiewał kiedyś Jonasz Kofta, a ja chciałabym dodać, że warto nie tylko o nich pamiętać, ale też opowiadać, pokazywać, „uczyć ogrodu” swoje pociechy.

- Aby dzieci poczuły czym jest ogród, wcale nie trzeba mieszkać za miastem – zapewnia mnie Maja Popielarska, znana dziennikarka TVN i prowadzająca program „Maja w ogrodzie”. - Wystarczy taras czy balkon, a nawet kuchenny parapet – dodaje.

Spotkałyśmy się w związku z promocją jej książki „Mania mała ogrodniczka”, która moim zdaniem może być świetnym przewodnikiem po tajemnicach ogrodu dla najmłodszych.

- Dla dzieci ogród jest bardzo ważny. W dzisiejszym świecie dzieciaki mogą bawić się na balkonie klockami i nawet nie zauważyć, że nad ich głową przelatuje jakiś piękny ptak, że tuż obok rośnie jakaś intrygująca roślina. Trzeba je na to uczulać i pokazywać im ogród – dodaje Maja Popielarska.

mania mała ogrodniczka maja popielarska

Właśnie taka jest ta książeczka – niewielka, zabawna, idealna do poduszki. Na okładce zabawne zdjęcie Mai trzymającej w dłoniach jeża, a obok rysunkowa Mania – główna bohaterka książki. Spotykamy ją w bardzo ważnym dla niej momencie, gdy razem z całą rodziną i bratem przeprowadzają się z mieszkania do domu z ogródkiem. Nowy dom, nowy pokój i nowi sąsiedzi, a wśród nich Rozalia, starsza pani, która staje się przewodniczką dziewczynki w świecie matki natury. To dzięki niej Mania odkrywa, że na świecie istnieją setki odmian tulipanów, że pszczoła żyje tylko 35 dni i że stara ropucha jest bardzo pożyteczna!

- Zjada ślimaki, których w ogrodach jest czasem za dużo, stonkę ziemniaczaną i inne owady (…). I żyje strasznie długo, czasem nawet czterdzieści lat! – odpowiada pani Rozalia Mani i jej braciszkowi Jaśkowi. Szczerze mówiąc, w tej niewielkiej książeczce nawet ja znalazłam kilka ciekawostek, o których nie miałam zielonego pojęcia! Skąd pomysł na książkę?

 

 

 

- Mam potrzebę zbawiania świata – żartuje Maja Popielarska. – Inspiracją do napisania książki był mój młodszy syn Jasiek. Pisząc książkę, wyobrażałam sobie, że jej odbiorcami są właśnie moi zwariowani chłopcy – starszy Kuba i Jasiek.

Czteroletni Jasiek pojawia się też w książce. Maja poprosiła nawet ilustratorkę Kasię Kołodziej, aby przemalowała włosy książkowego Jasia na blond.

- Taki ma właśnie mój mały Jasiek – mówi Maja, która strasznie denerwowała się tym, jak dzieci zareagują na książkę.

- To jeden z najtrudniejszych egzaminów w moim życiu!  - zapewnia. – Napisanie dobrej książki dla dzieci jest bardzo trudne. Dziecko nie bawi się w kurtuazje. Albo polubi daną książkę, albo nie.

Najpierw książka trafiła do rąk Kuby i Jaśka, którzy wystawili książce ocenę pozytywną. Książka pojawiła się w księgarniach wiosną tego roku, ale zdaniem autorki można ją czytać przez cały rok!

maja popielarska książka dla dzieci

- To książka wiosenna, ale są w niej też takie rzeczy, które warto robić jesienią. Na przykład sadzenie tulipanów. Jeśli naprawdę chcemy zachęcić dzieci do tego, aby były obserwatorami świata, warto pokazać im, że ogród żyje cały rok. Wiosna to za mało – podsumowuje redaktorka książki Iwona Krynicka.

- Zależało mi na tym, aby dzieci nauczyły się patrzeć na otaczających ich świat. Dlatego historie opisane w książkach są bardzo realne. Jest to opowieść o tym, co dzieje się tu i teraz. O ogrodzie, ale też o tarasie czy nawet małym balkonie, który może stać się miejscem ciekawych przyrodniczych obserwacji. Nie ma tu natłoku informacji. Skupiamy się na kilku konkretnych sprawach. Nie ukrywam, że był to dla mnie kłopot, aby z tego ogromu wiedzy na temat otaczającej nas przyrody wybrać kilka elementów. O reszcie może jeszcze kiedyś o nich napiszę – podsumowuje Maja Popielarska.

„Mania mała ogrodniczka” to książeczka, która nie tylko przybliża nam czym jest ogród, ale pozwala się z nim zaprzyjaźnić. Spojrzeć na niego z nowej perspektywy. Na przykład na kwestię jego kontrowersyjnych mieszkańców kretów.

- Dobrze, że są krety – zapewnia Maja Popielarska. -  To tylko dowód na to, że gleba jest bogata, że żyje w niej dużo pożytecznych organizmów. Oczywiście ich obecność objawia się niezbyt estetycznymi dziurami na naszych trawnikach, ale sama mam krety w ogrodzie i jakoś z nimi żyję. To jest tak, że my chcemy mieć taki ogród, jaki sobie wymyśliliśmy, a tymczasem natura wciąż nas zaskakuje. To jest w naszej głowie – panowanie człowieka nad przyrodą.

Trudno mi się z tym nie zgodzić. W milanowskim ogrodzie dziadka Krzysia, do którego często z Tosią jeździmy ostatnio zamieszkały dziki i kuropatwy!

- Ja jestem za tym, aby ogrodu nie prowadzić tak jak sprząta się w domu. W ogrodzie nie musi być czyściutko – komentuje Maja Popielarska. - Poza tym, co oznacza „perfekcyjny ogród”? Czy on ma perfekcyjnie wyglądać, czy perfekcyjnie funkcjonować? Dzikość moim zdaniem jest wskazana. Dzięki niej twój ogród może stać się azylem dla zwierząt, które mają coraz mniej miejsca.  

Maja Popielarska to ogrodniczka hippiska. Nie walczy z przyrodą, ale próbuje ją zrozumieć i tego chce też nauczyć nasze dzieci!

- Jeśli jakiś mały żuczek podgryzie mi kilka listków, nie robię z tego powodu problemu – zdradza. -  Oczywiście, jak tych szkodników pojawia się więcej, to zaczynam się denerwować, ale ogólnie wyznaję zasadę, że w przyrodzie najważniejsza jest równowaga. Zastanawiam się po co są kleszcze, ale jeszcze tego nie odkryłam. Komary już zrozumiałam, kleszczy jeszcze nie – dodaje z uśmiechem.

Skąd wzięła się ta ogrodnicza pasja, ta fascynacja? Wszystko, jak większość naszych pasji, zaczęło się w dzieciństwie!

- Pamiętam dom i ogród moich dziadków – wspomina autorka. - Ogród pod Warszawą. Moi dziadkowie uprawiali w nim prawie wszystko! Był tam przepiękny warzywnik, ogromny sad. Były tam łany cynii, które do tej pory darzę ogromnym sentymentem. Piękny łuk z jaśminowca, który nieziemsko pachniał. Pamiętam czereśnie, które jadło się prosto z drzewa, jeszcze zielone. Tutaj spędzałam większość mojego wolnego czasu. Cieszyłam się tym ogrodem i wypoczywałam w nim. To było miejsce, do którego zawsze uciekałam. Ah, i babcia miała jeszcze kury! Takie małe, ozdobne liliputki śliczne.

Ja z mojego dzieciństwa pamiętam ogród babci. Były w nim malwy. Uwielbialiśmy jeść ich owoce. Nazywaliśmy je chlebkami i jedliśmy, siedząc na pobliskim, nagrzanym od słońca kamieniu. Mogliśmy tak z dzieciakami z ulicy przesiedzieć całe lato! Takie wspomnienia są bezcenne. Dlatego tak ważne jest, aby pokazywać ogród już najmłodszym dzieciom! Można o nim poczytać, ale przede wszystkim trzeba dzieci do ogrodu zapraszać! Znaleźć dla nich w tym ogrodzie zajęcie.

 - Dzieci mogą być wspaniałymi pomocnikami w pracach ogrodowych, choć trzeba pamiętać, że szybko się nudzą – potwierdza Maja Popielarska. - Mogą posprzątać gałęzie, przyciąć krzewy. Ja swojemu daję sekator i proszę, aby poprzycinał mi pędy. Oczywiście pod moim okiem. Jednak największa frajda to sadzenie roślin!

książka dla dzieci ogród

W przedszkolu mojej Tosi już niedługo dzieciaki będą sadzić cebulki kwiatów na wiosnę. To wspaniała inicjatywa i oby takich więcej.

- Coraz mniej szkolnych ogródków, warzywniaków, którymi dzieci opiekują się razem z nauczycielami – podsumowuje Maja Popielarska.

Może książka „Mania mała ogrodniczka” stanie się inspiracją do stworzenia takiego ogródka?

- Jeśli po przeczytaniu mojej książki choćby jedno dziecko zacznie traktować starą ropuchę nieco przyjaźniej, to znaczy, że się udało. One potrafią się obrazić i wyprowadzić z ogrodu!